Kiedy wreszcie docieramy do Downtown, dokujemy się w hotelu Stay on Main (niegdyś Cecil), ten kto blokował hotel znał też całą jego mroczną historię, ja nie (!) kiedy już po powrocie na fly4free przeczytałam relację z podróży Karpik „Od A do Z. Kalifornia i Nevada” minę miałam nietęgą. Zainteresowanych mroczną stroną hotelu odsyłam pod literkę S jak Stay on Main :
Jako, że jesteśmy wielbicielami musicali, tego samego dnia o północy mielismy zarezerwowane bilety na przedstawienie „The Rocky Horror Picture Show” w NuArt Theatre (przedstawienie to grywają jedynie w soboty), nie pamiętam już gdzie wyczytałam o tym midnight show (pewnie u Warakomskiej). W każdym bądź razie po kilkugodzinnym odpoczynku po kilkugodzinnej podróży lodówką zwaną Mega Bus poszliśmy na pizze, skąd zaprał nas Uber pod sam teatr, dyskutując po drodze czy wybieramy się na film czy przedstawienie, Robert twierdził, że zamawiając bilety za 10$ nie można się spodziewać wielkiej sceny, dodatkowo była podana informacja na temat obsady i wymieniali Susan Sarandon, gdzie Ci za 10$ w podrzędnym teatrze będzie występowała gwiazda hollywoodzka???!!! ja byłam przekonana, że skoro teatr i musical to musi być „normalne” przedstawienie, a gwiazda hollywoodzka w L.A to nic dziwnego. Już wkrótce przekonaliśmy się, że oboje mieliśmy rację, było to najbardziej „nie-normalne” przedstawianie z projekcją filmu w tle jaką do tej pory widzieliśmy. Dodatkowo jako jedni z nielicznych wyglądaliśmy nienormalnie, bo byliśmy zwyczajnie ubrani, ba nawet staraliśmy się wyglądać elegancko, ja założyłam granatową bluzkę z koronką, małżonek popielatą koszulę z długim rękawem (pewnie bał się, że w teatrze będzie Klima) a przed teatrem tłum pań w gorsetach z pejczami, panowie w pończochach na szpilach, peruki, pasy do pończoch, full make-up, lateksowe botki. Mąż „ja pier….Tu chyba dziś jest impreza swingersów” Ja: „nie coś mi świta, gdzieś czytałam, że tak dla jaj publiczność przebiera się za Rockiego z przedstawiania” Nagle wychodzi wodzirej i się drze :”przedstawienie rozpocznie się za 15 minut!!!!” Tłum:” łaaaaaaaaaaa!!!” My:”o zobacz naprzeciwko jest monopolowy, choć przejdziemy się, Pan mówi, że jeszcze kwadrans, i tak tu nie pasujemy” Zajmujemy ławkę po drugiej stronie ulicy i popijając wino z mini-buteleczek obserwujemy to zjawisko społeczne – jestem zafascynowana! Wodzirej co chwila odlicza minuty do otwarcia bramek, tłum szaleje, gromadzi się coraz co więcej półnagich pań i panów, mamy wrażenie, że wszyscy się znają. Wreszcie nadszedł ten moment, ku ogólnej uciesze zgromadzonych wodzirej otwiera drzwi, no to dawaj synek wmieszajmy się w tłum. Obok nas siada młoda, skośnooka para, widać, że też jest im głupio, że się ubrali jak frajerzy, to jest ona spódnica i elegancka bluzka, on spodnie i koszula. Przed nami zasiana bardzo młoda grupa przyjaciół, pewnie lokalsi, dziewczęta w samych stanikach, panowie bez koszulek, po sali krążą współ-wodzireje, jeden przebrany za Cezara, inny strzela z bata ….o co tu ku….a chodzi? Młodzież przed nami zwraca się do wodzireja z pejczem: ”ej stary możesz mi walnąć tym batem w dupę?” pyta młodzian przed nami „nie ma sprawy” „łup!!!!” pisk dziewcząt, brawa, sala szaleje. Mam wrażenie, że mi się to śni , ale jaja. Wreszcie ze sceny przemawia do nas jeden ze współwodzirejów, wita się, dziękuje za przybycie i pyta czy jest na sali ktoś kto dzisiaj jest po raz pierwszy na The Rocky Horror Show??? Zgłosiło się kilka osób w tym nasi sąsiedzi azjatyckiego pochodzenia. Zapraszam zatem na scenę, musimy Was poznać. Dobrze czułam, żeby się nie zgłaszać!!! Zaraz po tym pada pytanie czy jest na sali ktoś kto ma dzisiaj urodziny, kolejnych kilka osób lądujue na scenie, solenizanci przedstawiają się, oświadczają ile lat dzisiaj kończą…”My name is Melanie, i’am 30 years old”…komentarz z sali :”30!!!!! No fucking way baby!!!!”, homoseksualista z grupy szalonej młodzieży przed nami kończy dziś 19 lat, przyjaciele mu kibicują. Bo jak się okazuje oprócz odśpiewania Happy Birthday Fuck You (autentyczny teks śpiewany przez publiczność) dla solenizantów przewidziany jest konkurs z nagrodami (darmowe wejściówki na kolejny The Rocky Horror Show)!
A na czym polegał konkurs, już śpieszę wyjaśnić, że było to coś a la nasze konkursy weselne, a polegało na tym, że wodzirej wymyśla zadanie dla wszystkich stojących na scenie a kto pierwszy owo zadanie wykona przechodzi dalej. Pierwszym zadaniem było: Zdobądź kobiece majtki, zanim kolega podbiegł do rzędu przed nami, jego koleżanka już łopotała koronkowymi stringami….Wygrał!!!...To już ten etap gdzie i my zaczęliśmy kibicować. Kolejne zadanie: zdobądź receptę na medyczną marihuanę. Dwie sekundy, co druga osoba wyciągnęła z kieszeni lub torebki. Na sali las recept. Zadanie nr3. przynieś bilet na dzisiejsze przedstawienie, tu panika, nikt nie ma, wszyscy wyrzucili, hehe. Co tam ściągnąć majty, ale bilet człowieku, spadaj nie dam Ci biletu trzymam na pamiątkę. Wreszcie jakaś zawodniczka zdobywa bilet. Mamy 3 finalistów a zadaniem rozstrzygającym konkurs jest: daj sobie zrobić jak największą malinkę, w 2 minuty. Rajd do pierwszych rzędów „dawaj, rób mi maline na karku szybko, ale mocno!” Powrót na scenę i rozstrzygnięcie konkursu, ta oto młoda panna ma najsoczystszą, największą malinkę spośród 3 par, owacje na stojąco, publika szaleje. W taki właśnie sposób świętowaliśmy urodziny kilku osób w Los Angeles w teatrze(!!!) Potem zabłysnął ekran znajdujący się na scenie a jednocześnie tuż obok aktorzy odgrywali sceny z The Rocky…nie muszę dodawać, że publika przez całe przedstawienie komentuje, dopowiada, śpiewa i tańczy. Czytając o tym fenomenie w necie natknęłam się nawet na coś na kształt scenariusza dla publiczności ( https://www.slideshare.net/ChrysCynthiaLFisher/the-complete-fan-guide-to-the-rocky-horror-picture-show ) kiedy wstawać, kiedy tańczyć, każdorazowo kiedy Janet zwraca się do Brada …”Brad…” publiczność krzyczy „Asshole” , zaś na Janet „Slut”. Przedstawianie zakończyło się po 3:00, nie mieliśmy ze sobą kamerki (bo po co do teatru), a zdjęć z komórki jakoś nie miałam odwagi trzaskać, facetom w pończochach….nieee. Toteż obrazy z tego wieczoru pozostaną tylko w naszych wspomnieniach, a jest co wspominać, dla tego show warto było pojechać do L.A. Nie licząc Santa Monica Beach nic w L.A mi się nie podobało ale tłuc się 7h w lodówce dla plaży nieeeeeee….może i to po niej biegała Pamela ze słonecznego patrolu, może to i na niej spotkali się Ray Manzarek z Jim Morrisonem i w tym miejscu powstało The Doors ale najlepszym wspomnieniem z L.A, które na zawsze zostanie w mojej pamięci to przedstawienie The Rocky Horror Picture Show ze współudziałem publiczności.
23.10.2016 Tego dnia plan był luźny połazić, zjeść coś w tajskiej dzielnicy, zjedliśmy pad thaia – bez szału, ale za to tajska iced tea – mmmhhhh pycha.
Walk of fame, Kodak theatre (znowu teatr aż się boję), kiedy tylko zaczęły przytłaczać nas tłymy turystów, magnesików, pocztówek, tandety jak na deptaku we Władysławowie postanowiliśmy udać się busem do Whiskey a gogo (słynny klub muzyczny, gdzie grywali wszyscy wielcy), tak szybko pitaliśmy, że nawet zapomniałam, że z któregoś tam skrzyżowania można cyknąć z zooma napis Hollywood. Wsiedliśmy więc w busa, bo mieliśmy całodniowe przejazdówki Tap, a propos tu kolejny powód za który lubię L.A… to szalone miasto, ewidentnie
O ile doładowanie karty Tap jest proste jak widać na załączonym wyżej obrazku, to samo poruszanie się busami i zorientowanie gdzie ma się wysiąść już nie bardzo, przystanki są co przecznicę jednak kierowca nie wszędzie się zatrzymuje o ile nie pociągnie się sznurka (co oznacza przystanek na żądanie) więc do klubu muzycznego się nam dostać nie udało, za to przesiadliśmy się w metro i pojechaliśmy na rzeczoną Santa Monica Beach, już sama nazwa wskazywała na to, że będzie pięknie.
Faktycznie jest klimat, na molo robi się od wszelakiej maści artystów, malarzy, muzyków, nie dało się przejść obojętnie obok np. sobowtóra Raya Charlesa, który śpiewał piosenki Raya (niestety na żywo, a przecież mógł z playbacku!!!), facet fałszował niemiłosiernie, ale był tak podobny i tak się dobrze bawił, że uznałam to za kolejny fenomen L.A aż postanowiliśmy mu wrzucić dolara, gość się ucieszył, dał nam swoją płytę CD (sic!), mamy wspólną fotkę, zdjęcie z Rayem Charlesem wow, kto tam wie, że fałszował. No podsumowywując całe te L.A nie jest takie złe jak mawiają!
Wróciliśmy naziemnym metrem, które jest niby nową Expo-line a kolebocze się jak stary tramwaj do Chebzie Pętla przez 50minut. Ulokowaliśmy się wyrku w hotelu gdzie miały miejsce liczne morderstwa, zabójstwa, samobójstwa i trupy w zbiornikach na wodę o czym na szczęście nie wiedziałam. Wypiliśmy 2 winka zakupione w pobliskiej aptece, a że była promocja na wina 1,50 litra, to wzieliśmy 1-dno takie jedno zwykłe 0,75…..i rano to się dało odczuć.uuuuuuuu.
24.10.2015 Rano kac okrutny a tu pakować manele trzeba i na autobus, całe szczęście autobus spod hotelu. Sniadanie w pobliskiej meksykańskiej budzie, yummmy tortilla. A potem w podobnym klimacie z samymi „Meksykańcami do Vegas. Nauczeni doświadczeniem, bluzy, kurtki wszystko na podorędziu a tu niespodzianka klimka nie działała prawie wcale . 5,5h drogi i jesteśmy w Vegas (już 3-ci !!! raz) Tym razem meldujemy się w Circus Cirrus, 22-gie piętro z widokiem na Sratosphere, standard spoko, po Fisco i L.A czuję się jak w Hiltonie.
Wieczorny spacer po rozświetlonym Vegas, doszliśmy z buta aż do Venetian. Jutro reszta.
25.10.2015
Dzisiejsze „wydostanie się” z hotelu zajęło nam prawie 25 minut. Jutro będą jaja z zamówieniem Ubera, tylko w pokojach hotelowych jest wi-fi na dole w casino już nie, więc jak zamówimy z pokoju to nawet gdybym ja trzymała winde a Robert biegł to przejście przez pasaż handlowy, potem całe casino, minimum 15 minut….gość nie będzie tyle czekał, trzeba będzie coś pokombinować. Ale tym będziemy się martwić jutro.
Dzisiaj ciśniemy na Fremont Street do słynnej Hart Attac Grill, przy wejściu pielęgniareczki zakładają nam szpitalne kitle….małzonek gdzieś wynalazł ten lokal, ja się czuję jak na przedwczorajszym przedstawieniu, co to za przebieranki? W trakcie studiowania menu jakiś gościu dostaje manto od pielęgniareczki w kusym stroju drewnianą łopatką. Pytająco patrzę na Roberta. Hmmmm? Bo nie dojadł porcji do końca. Co?! Wobec tego asekuracyjnie zamawiam single bypass Burger (rezygnując z dodatkowych plastrów bekonu), małżowina mówi, że nie jest frajerem i bierze dubble bypasa + frytki, no hardcorowy koksu normalnie, jakby nie było jesteśmy w Vegas, ja mam na imię Monika a on Robert….no jak Burneikowie. Na szczęście obojgu udaje nam się dojeść co do ostatniego kęsa. Remont Street za dnia nie robi najmniejszego wrażenia (jak i całe Vegas), szkoda, że nie uda nam się tu już wrócić po zmroku. W między czasie podziwiamy pokaz fontann przy Bellagio, łazimy po Stripie, tymczasem pora wracać do hotelu celem odświeżenia się i odsapnięcia bo na 20:00 idziemy do MGM na przedstawienie „k” -Cirrus de Solei (to mi śmierdzi teatrem, co by tu ubrać jak na złość nie zabrałam pasa do pończoch i lateksowych kozaków). Jakież było nasze zdziwienie gdy wśród zgromadzonej przed salą publiki nie było nikogo w samej bieliźnie :) Przedstawienie z wielkim rozmachem, akrobacje, zręczność, ekwilibrystyka, spektakl przenosi widza w inny wymiar, w świat gdzie dla aktorów nie istnieje grawitacja. Nigdy wcześniej nie byliśmy na żadnym przedstawieniu Circus de Solei i występ nas zdecydowanie zachwycił ale choć niezwykłe i bez dwóch zdań godne polecenia to jednak The Rocky Horror Show bardziej nam się wryło w pamięć i każdorazowo, kiedy słucham soundtrucku z Rockiego, kiedy wspominam lub teraz kiedy piszę o tym ciągle się uśmiecham sama do siebie…ale to było absurdalne:) Czas wracać do hotelu, pakować się, bo już jutro powrót do domu buuuuuuuuuuuuuuuuuu. Tymczasem na przystanku Deuce bus’a (kursującego po stripie) okazuje się, że małżowina zgubił bilet całodniowy(!!!), to kara boska za te nielegalne przejazdy w Fisco! Nic to kupuje drugi, przecież nie będziemy dymać 3 mil z buta!
26.10.2017
Rano śniadanko w pobliskim McDonaldsie mają tam wi-fi i Ubera można zamówić a potem biec pod Circusa bo najbliższy punkt który Uber wyznacza jako miejsce odbioru to właśnie Circus. Na lotnisku nadajemy walizę sztuk 1 a, że należą się nam 2 po 23kg a nasze podręczne plecaki ważą po 10kg to pytamy czy możemy nadać 2 małe plecaki jako jedną dużą walizkę? Na co pracownik Virgin Atlantic:” Ależ to wykluczone, 1sztuka to jedna sztuka a 2 to 2” My:”Acha, to nadamy 1 plecak” Drugi musimy więc targać do pobliskiego Walmarta, gdzie udajemy się zakupić sobie po pamiątce z Vegas, t.j słuchawki Beats Studio za jedyne 150$ +podatek. Good deal. 10 godzin lotu Virginem jakoś zleciało ale jakie akcje zaczął odstawiać Aerlingus w Londynie to się w pale nie mieści.
27.10.2017 Zanim dolecieliśmy do Londynu nastał już nowy dzień – moje urodziny i tu Aerlingus zafundował mi ewidentnie Happy Birthday Fuck You, najpierw odwołany został jeden lot, co ciekawe o 11:00 rano otrzymaliśmy informację, że nasz lot o 14:00 jest odwołany z powodu mgły (!!!!) po pierwsze o 11:00 nie zaobserwowałam żadnej mgły a skąd pewność, że za 3h będzie mgła!??? Potem stanęliśmy przed wyborem czekamy 8h na kolejny lot albo jedziemy busem na Heatrow bo tam są loty co godzinę. Postanowiliśmy jedziemy. Odbiór bagażu, kombinacje, przebookowali nam bilety na 15:00, ciśniemy na Heatrow a że mieliśmy jakieś 20 mint zapasu czasu, spożyliśmy jajecznicę, popijając ją obficie piwem, w końcu kto solenizantce zabroni. Na wyświetlaczu co rusz to zwiększało się opóźnienie naszego samolotu, w końcu pojawił się napis CANCELLED!!!! Tłum pędzi do informacji lotniskowej , tak facet zapewnia nas, że lot się odbędzie i mamy wracać pod gate. Wracamy. Po chwili komunikat głosowy, że jednak lot jest odwołany. No dom wariatów my na nogach czort wie ile godzin?! Poupychali nas w różne samoloty, nam przypadł w udziale lot o 20:00. Czyli o godzinę później niż ten ze Stansted! Ale najśmieszniejsze w tej całej historii jest to, że małżonek stwierdziwszy :”nie pozwolę nas krzywdzić, Aerlingus pożałuje, że się w ogóle urodził” zażądał odszkodowania za odwołany lot, i przyznali mu z przeprosinami, wysłali czek na 250E ale tylko na jego nazwisko, gdy zwrócił się z zapytaniem gdzie czek dla żonki, okazało się, że wnioski mają być składane indywidualnie/imiennie. To skopiował swojego maila, zmienił imię, nazwisko i wysłał do Aerlingusa, tam mój wniosek trafił już do innego konsultanta i ten odpisał, że w tej sprawie odszkodowanie nie przysługuje, bo rozchodziło się tu o warunki atmosferyczne. Na co piszę konsultantowi :” Panie to jednym się należy a innym nie- ZA TEN SAM LOT, pani Marry O’Harrah nie dalej jak w zeszłym tygodniu wysłała czek mojemu mężowi, tak łatwo się mnie Pan nie pozbędziesz!”, na co konsultant :”Pani mąż dostał czek niesłusznie, proszę nie insynuować, że Aerlingus chce się Pani pozbyć, każdy przypadek rozpatrywany jest indywidualnie na dowód czego wysyłamy Pani również czek na 250E” Kiedy przeczytałam tego maila to aż zwątpiłam, dla pewności wkleiłam go translatora (może ja tu czegoś nie rozumiem!), konsultacja z mężem, on: ja zrobiłem identycznie, w obawie, że czegoś tu chyba nie kumam wkleiłem treść w tłumacza. No normalne jaja!
Podsumowując: Zdecydowanie był to Road-trip naszego życia! Parki Narodowe i campingi mnie zachwyciły (zupełnie niespodziewanie) jeśli miałabym coś zmienić to mniej city-breaków, mniej hoteli, więcej ognisk, dni w trasie i spania w dziczy a na przyszły raz kupimy sobie samochodowy czajnik, taki zapach świeżo parzonej kawy zaraz po wyjściu z namiotu tu musi być czad! The West ist the best!
https://www.fly4free.pl/forum/od-a-do-z-kalifornia-i-nevada,210,90509
Jako, że jesteśmy wielbicielami musicali, tego samego dnia o północy mielismy zarezerwowane bilety na przedstawienie „The Rocky Horror Picture Show” w NuArt Theatre (przedstawienie to grywają jedynie w soboty), nie pamiętam już gdzie wyczytałam o tym midnight show (pewnie u Warakomskiej). W każdym bądź razie po kilkugodzinnym odpoczynku po kilkugodzinnej podróży lodówką zwaną Mega Bus poszliśmy na pizze, skąd zaprał nas Uber pod sam teatr, dyskutując po drodze czy wybieramy się na film czy przedstawienie, Robert twierdził, że zamawiając bilety za 10$ nie można się spodziewać wielkiej sceny, dodatkowo była podana informacja na temat obsady i wymieniali Susan Sarandon, gdzie Ci za 10$ w podrzędnym teatrze będzie występowała gwiazda hollywoodzka???!!! ja byłam przekonana, że skoro teatr i musical to musi być „normalne” przedstawienie, a gwiazda hollywoodzka w L.A to nic dziwnego.
Już wkrótce przekonaliśmy się, że oboje mieliśmy rację, było to najbardziej „nie-normalne” przedstawianie z projekcją filmu w tle jaką do tej pory widzieliśmy.
Dodatkowo jako jedni z nielicznych wyglądaliśmy nienormalnie, bo byliśmy zwyczajnie ubrani, ba nawet staraliśmy się wyglądać elegancko, ja założyłam granatową bluzkę z koronką, małżonek popielatą koszulę z długim rękawem (pewnie bał się, że w teatrze będzie Klima) a przed teatrem tłum pań w gorsetach z pejczami, panowie w pończochach na szpilach, peruki, pasy do pończoch, full make-up, lateksowe botki.
Mąż „ja pier….Tu chyba dziś jest impreza swingersów”
Ja: „nie coś mi świta, gdzieś czytałam, że tak dla jaj publiczność przebiera się za Rockiego z przedstawiania”
Nagle wychodzi wodzirej i się drze :”przedstawienie rozpocznie się za 15 minut!!!!”
Tłum:” łaaaaaaaaaaa!!!”
My:”o zobacz naprzeciwko jest monopolowy, choć przejdziemy się, Pan mówi, że jeszcze kwadrans, i tak tu nie pasujemy”
Zajmujemy ławkę po drugiej stronie ulicy i popijając wino z mini-buteleczek obserwujemy to zjawisko społeczne – jestem zafascynowana!
Wodzirej co chwila odlicza minuty do otwarcia bramek, tłum szaleje, gromadzi się coraz co więcej półnagich pań i panów, mamy wrażenie, że wszyscy się znają.
Wreszcie nadszedł ten moment, ku ogólnej uciesze zgromadzonych wodzirej otwiera drzwi, no to dawaj synek wmieszajmy się w tłum.
Obok nas siada młoda, skośnooka para, widać, że też jest im głupio, że się ubrali jak frajerzy, to jest ona spódnica i elegancka bluzka, on spodnie i koszula.
Przed nami zasiana bardzo młoda grupa przyjaciół, pewnie lokalsi, dziewczęta w samych stanikach, panowie bez koszulek, po sali krążą współ-wodzireje, jeden przebrany za Cezara, inny strzela z bata
….o co tu ku….a chodzi?
Młodzież przed nami zwraca się do wodzireja z pejczem: ”ej stary możesz mi walnąć tym batem w dupę?” pyta młodzian przed nami „nie ma sprawy” „łup!!!!” pisk dziewcząt, brawa, sala szaleje.
Mam wrażenie, że mi się to śni , ale jaja.
Wreszcie ze sceny przemawia do nas jeden ze współwodzirejów, wita się, dziękuje za przybycie i pyta czy jest na sali ktoś kto dzisiaj jest po raz pierwszy na The Rocky Horror Show???
Zgłosiło się kilka osób w tym nasi sąsiedzi azjatyckiego pochodzenia. Zapraszam zatem na scenę, musimy Was poznać. Dobrze czułam, żeby się nie zgłaszać!!!
Zaraz po tym pada pytanie czy jest na sali ktoś kto ma dzisiaj urodziny, kolejnych kilka osób lądujue na scenie, solenizanci przedstawiają się, oświadczają ile lat dzisiaj kończą…”My name is Melanie, i’am 30 years old”…komentarz z sali :”30!!!!! No fucking way baby!!!!”, homoseksualista z grupy szalonej młodzieży przed nami kończy dziś 19 lat, przyjaciele mu kibicują. Bo jak się okazuje oprócz odśpiewania Happy Birthday Fuck You (autentyczny teks śpiewany przez publiczność) dla solenizantów przewidziany jest konkurs z nagrodami (darmowe wejściówki na kolejny The Rocky Horror Show)!
A na czym polegał konkurs, już śpieszę wyjaśnić, że było to coś a la nasze konkursy weselne, a polegało na tym, że wodzirej wymyśla zadanie dla wszystkich stojących na scenie a kto pierwszy owo zadanie wykona przechodzi dalej.
Pierwszym zadaniem było:
Zdobądź kobiece majtki, zanim kolega podbiegł do rzędu przed nami, jego koleżanka już łopotała koronkowymi stringami….Wygrał!!!...To już ten etap gdzie i my zaczęliśmy kibicować.
Kolejne zadanie: zdobądź receptę na medyczną marihuanę. Dwie sekundy, co druga osoba wyciągnęła z kieszeni lub torebki. Na sali las recept.
Zadanie nr3. przynieś bilet na dzisiejsze przedstawienie, tu panika, nikt nie ma, wszyscy wyrzucili, hehe. Co tam ściągnąć majty, ale bilet człowieku, spadaj nie dam Ci biletu trzymam na pamiątkę.
Wreszcie jakaś zawodniczka zdobywa bilet.
Mamy 3 finalistów a zadaniem rozstrzygającym konkurs jest: daj sobie zrobić jak największą malinkę, w 2 minuty. Rajd do pierwszych rzędów „dawaj, rób mi maline na karku szybko, ale mocno!”
Powrót na scenę i rozstrzygnięcie konkursu, ta oto młoda panna ma najsoczystszą, największą malinkę spośród 3 par, owacje na stojąco, publika szaleje.
W taki właśnie sposób świętowaliśmy urodziny kilku osób w Los Angeles w teatrze(!!!)
Potem zabłysnął ekran znajdujący się na scenie a jednocześnie tuż obok aktorzy odgrywali sceny z The Rocky…nie muszę dodawać, że publika przez całe przedstawienie komentuje, dopowiada, śpiewa i tańczy. Czytając o tym fenomenie w necie natknęłam się nawet na coś na kształt scenariusza dla publiczności ( https://www.slideshare.net/ChrysCynthiaLFisher/the-complete-fan-guide-to-the-rocky-horror-picture-show ) kiedy wstawać, kiedy tańczyć, każdorazowo kiedy Janet zwraca się do Brada …”Brad…” publiczność krzyczy „Asshole” , zaś na Janet „Slut”.
Przedstawianie zakończyło się po 3:00, nie mieliśmy ze sobą kamerki (bo po co do teatru), a zdjęć z komórki jakoś nie miałam odwagi trzaskać, facetom w pończochach….nieee.
Toteż obrazy z tego wieczoru pozostaną tylko w naszych wspomnieniach, a jest co wspominać, dla tego show warto było pojechać do L.A. Nie licząc Santa Monica Beach nic w L.A mi się nie podobało ale tłuc się 7h w lodówce dla plaży nieeeeeee….może i to po niej biegała Pamela ze słonecznego patrolu, może to i na niej spotkali się Ray Manzarek z Jim Morrisonem i w tym miejscu powstało The Doors ale najlepszym wspomnieniem z L.A, które na zawsze zostanie w mojej pamięci to przedstawienie The Rocky Horror Picture Show ze współudziałem publiczności.
23.10.2016
Tego dnia plan był luźny połazić, zjeść coś w tajskiej dzielnicy, zjedliśmy pad thaia – bez szału, ale za to tajska iced tea – mmmhhhh pycha.
Walk of fame, Kodak theatre (znowu teatr aż się boję), kiedy tylko zaczęły przytłaczać nas tłymy turystów, magnesików, pocztówek, tandety jak na deptaku we Władysławowie postanowiliśmy udać się busem do Whiskey a gogo (słynny klub muzyczny, gdzie grywali wszyscy wielcy), tak szybko pitaliśmy, że nawet zapomniałam, że z któregoś tam skrzyżowania można cyknąć z zooma napis Hollywood. Wsiedliśmy więc w busa, bo mieliśmy całodniowe przejazdówki Tap, a propos tu kolejny powód za który lubię L.A… to szalone miasto, ewidentnie
O ile doładowanie karty Tap jest proste jak widać na załączonym wyżej obrazku, to samo poruszanie się busami i zorientowanie gdzie ma się wysiąść już nie bardzo, przystanki są co przecznicę jednak kierowca nie wszędzie się zatrzymuje o ile nie pociągnie się sznurka (co oznacza przystanek na żądanie) więc do klubu muzycznego się nam dostać nie udało, za to przesiadliśmy się w metro i pojechaliśmy na rzeczoną Santa Monica Beach, już sama nazwa wskazywała na to, że będzie pięknie.
Faktycznie jest klimat, na molo robi się od wszelakiej maści artystów, malarzy, muzyków, nie dało się przejść obojętnie obok np. sobowtóra Raya Charlesa, który śpiewał piosenki Raya (niestety na żywo, a przecież mógł z playbacku!!!), facet fałszował niemiłosiernie, ale był tak podobny i tak się dobrze bawił, że uznałam to za kolejny fenomen L.A aż postanowiliśmy mu wrzucić dolara, gość się ucieszył, dał nam swoją płytę CD (sic!), mamy wspólną fotkę, zdjęcie z Rayem Charlesem wow, kto tam wie, że fałszował.
No podsumowywując całe te L.A nie jest takie złe jak mawiają!
Wróciliśmy naziemnym metrem, które jest niby nową Expo-line a kolebocze się jak stary tramwaj do Chebzie Pętla przez 50minut. Ulokowaliśmy się wyrku w hotelu gdzie miały miejsce liczne morderstwa, zabójstwa, samobójstwa i trupy w zbiornikach na wodę o czym na szczęście nie wiedziałam. Wypiliśmy 2 winka zakupione w pobliskiej aptece, a że była promocja na wina 1,50 litra, to wzieliśmy 1-dno takie jedno zwykłe 0,75…..i rano to się dało odczuć.uuuuuuuu.
24.10.2015
Rano kac okrutny a tu pakować manele trzeba i na autobus, całe szczęście autobus spod hotelu.
Sniadanie w pobliskiej meksykańskiej budzie, yummmy tortilla.
A potem w podobnym klimacie z samymi „Meksykańcami do Vegas. Nauczeni doświadczeniem, bluzy, kurtki wszystko na podorędziu a tu niespodzianka klimka nie działała prawie wcale .
5,5h drogi i jesteśmy w Vegas (już 3-ci !!! raz)
Tym razem meldujemy się w Circus Cirrus, 22-gie piętro z widokiem na Sratosphere, standard spoko, po Fisco i L.A czuję się jak w Hiltonie.
Wieczorny spacer po rozświetlonym Vegas, doszliśmy z buta aż do Venetian. Jutro reszta.
25.10.2015
Dzisiejsze „wydostanie się” z hotelu zajęło nam prawie 25 minut. Jutro będą jaja z zamówieniem Ubera, tylko w pokojach hotelowych jest wi-fi na dole w casino już nie, więc jak zamówimy z pokoju to nawet gdybym ja trzymała winde a Robert biegł to przejście przez pasaż handlowy, potem całe casino, minimum 15 minut….gość nie będzie tyle czekał, trzeba będzie coś pokombinować.
Ale tym będziemy się martwić jutro.
Dzisiaj ciśniemy na Fremont Street do słynnej Hart Attac Grill, przy wejściu pielęgniareczki zakładają nam szpitalne kitle….małzonek gdzieś wynalazł ten lokal, ja się czuję jak na przedwczorajszym przedstawieniu, co to za przebieranki?
W trakcie studiowania menu jakiś gościu dostaje manto od pielęgniareczki w kusym stroju drewnianą łopatką. Pytająco patrzę na Roberta. Hmmmm? Bo nie dojadł porcji do końca. Co?!
Wobec tego asekuracyjnie zamawiam single bypass Burger (rezygnując z dodatkowych plastrów bekonu), małżowina mówi, że nie jest frajerem i bierze dubble bypasa + frytki, no hardcorowy koksu normalnie, jakby nie było jesteśmy w Vegas, ja mam na imię Monika a on Robert….no jak Burneikowie.
Na szczęście obojgu udaje nam się dojeść co do ostatniego kęsa.
Remont Street za dnia nie robi najmniejszego wrażenia (jak i całe Vegas), szkoda, że nie uda nam się tu już wrócić po zmroku.
W między czasie podziwiamy pokaz fontann przy Bellagio, łazimy po Stripie, tymczasem pora wracać do hotelu celem odświeżenia się i odsapnięcia bo na 20:00 idziemy do MGM na przedstawienie „k” -Cirrus de Solei (to mi śmierdzi teatrem, co by tu ubrać jak na złość nie zabrałam pasa do pończoch i lateksowych kozaków). Jakież było nasze zdziwienie gdy wśród zgromadzonej przed salą publiki nie było nikogo w samej bieliźnie :)
Przedstawienie z wielkim rozmachem, akrobacje, zręczność, ekwilibrystyka, spektakl przenosi widza w inny wymiar, w świat gdzie dla aktorów nie istnieje grawitacja.
Nigdy wcześniej nie byliśmy na żadnym przedstawieniu Circus de Solei i występ nas zdecydowanie zachwycił ale choć niezwykłe i bez dwóch zdań godne polecenia to jednak The Rocky Horror Show bardziej nam się wryło w pamięć i każdorazowo, kiedy słucham soundtrucku z Rockiego, kiedy wspominam lub teraz kiedy piszę o tym ciągle się uśmiecham sama do siebie…ale to było absurdalne:)
Czas wracać do hotelu, pakować się, bo już jutro powrót do domu buuuuuuuuuuuuuuuuuu.
Tymczasem na przystanku Deuce bus’a (kursującego po stripie) okazuje się, że małżowina zgubił bilet całodniowy(!!!), to kara boska za te nielegalne przejazdy w Fisco!
Nic to kupuje drugi, przecież nie będziemy dymać 3 mil z buta!
26.10.2017
Rano śniadanko w pobliskim McDonaldsie mają tam wi-fi i Ubera można zamówić a potem biec pod Circusa bo najbliższy punkt który Uber wyznacza jako miejsce odbioru to właśnie Circus.
Na lotnisku nadajemy walizę sztuk 1 a, że należą się nam 2 po 23kg a nasze podręczne plecaki ważą po 10kg to pytamy czy możemy nadać 2 małe plecaki jako jedną dużą walizkę?
Na co pracownik Virgin Atlantic:” Ależ to wykluczone, 1sztuka to jedna sztuka a 2 to 2”
My:”Acha, to nadamy 1 plecak”
Drugi musimy więc targać do pobliskiego Walmarta, gdzie udajemy się zakupić sobie po pamiątce z Vegas, t.j słuchawki Beats Studio za jedyne 150$ +podatek. Good deal.
10 godzin lotu Virginem jakoś zleciało ale jakie akcje zaczął odstawiać Aerlingus w Londynie to się w pale nie mieści.
27.10.2017
Zanim dolecieliśmy do Londynu nastał już nowy dzień – moje urodziny i tu Aerlingus zafundował mi ewidentnie Happy Birthday Fuck You, najpierw odwołany został jeden lot, co ciekawe o 11:00 rano otrzymaliśmy informację, że nasz lot o 14:00 jest odwołany z powodu mgły (!!!!) po pierwsze o 11:00 nie zaobserwowałam żadnej mgły a skąd pewność, że za 3h będzie mgła!???
Potem stanęliśmy przed wyborem czekamy 8h na kolejny lot albo jedziemy busem na Heatrow bo tam są loty co godzinę.
Postanowiliśmy jedziemy. Odbiór bagażu, kombinacje, przebookowali nam bilety na 15:00, ciśniemy na Heatrow a że mieliśmy jakieś 20 mint zapasu czasu, spożyliśmy jajecznicę, popijając ją obficie piwem, w końcu kto solenizantce zabroni.
Na wyświetlaczu co rusz to zwiększało się opóźnienie naszego samolotu, w końcu pojawił się napis CANCELLED!!!! Tłum pędzi do informacji lotniskowej , tak facet zapewnia nas, że lot się odbędzie i mamy wracać pod gate. Wracamy. Po chwili komunikat głosowy, że jednak lot jest odwołany. No dom wariatów my na nogach czort wie ile godzin?!
Poupychali nas w różne samoloty, nam przypadł w udziale lot o 20:00. Czyli o godzinę później niż ten ze Stansted!
Ale najśmieszniejsze w tej całej historii jest to, że małżonek stwierdziwszy :”nie pozwolę nas krzywdzić, Aerlingus pożałuje, że się w ogóle urodził” zażądał odszkodowania za odwołany lot, i przyznali mu z przeprosinami, wysłali czek na 250E ale tylko na jego nazwisko, gdy zwrócił się z zapytaniem gdzie czek dla żonki, okazało się, że wnioski mają być składane indywidualnie/imiennie.
To skopiował swojego maila, zmienił imię, nazwisko i wysłał do Aerlingusa, tam mój wniosek trafił już do innego konsultanta i ten odpisał, że w tej sprawie odszkodowanie nie przysługuje, bo rozchodziło się tu o warunki atmosferyczne. Na co piszę konsultantowi :” Panie to jednym się należy a innym nie- ZA TEN SAM LOT, pani Marry O’Harrah nie dalej jak w zeszłym tygodniu wysłała czek mojemu mężowi, tak łatwo się mnie Pan nie pozbędziesz!”, na co konsultant :”Pani mąż dostał czek niesłusznie, proszę nie insynuować, że Aerlingus chce się Pani pozbyć, każdy przypadek rozpatrywany jest indywidualnie na dowód czego wysyłamy Pani również czek na 250E”
Kiedy przeczytałam tego maila to aż zwątpiłam, dla pewności wkleiłam go translatora (może ja tu czegoś nie rozumiem!), konsultacja z mężem, on: ja zrobiłem identycznie, w obawie, że czegoś tu chyba nie kumam wkleiłem treść w tłumacza. No normalne jaja!
Podsumowując:
Zdecydowanie był to Road-trip naszego życia!
Parki Narodowe i campingi mnie zachwyciły (zupełnie niespodziewanie) jeśli miałabym coś zmienić to mniej city-breaków, mniej hoteli, więcej ognisk, dni w trasie i spania w dziczy a na przyszły raz kupimy sobie samochodowy czajnik, taki zapach świeżo parzonej kawy zaraz po wyjściu z namiotu tu musi być czad!
The West ist the best!